Środa, 5 sierpnia 2015

Wywiad prezydenta w "Faktach po Faktach"

Redaktor Justyna Pochanke: Justyna Pochanke, witam Państwa. Przed nami ostatni wczesny wieczór w Belwederze z urzędującym Prezydentem Bronisławem Komorowskim. Witam, Panie Prezydencie.

 

Prezydent Bronisław Komorowski: Witam Panią i witam Państwa tutaj, w Belwederze.

 

Ale noc już poza Belwederem będzie?

 
Już poza, tak.
 

A czuje Pan taki lekki powiew wolności?

 

To są zawsze mieszane uczucia, więc jest i jakieś uczucie smutku, rozstania, ale nie ukrywam, że tak, czasami już, tak powiem, myślę z przyjemnością o następnych dniach, kiedy już będę bez takiego ciężaru odpowiedzialności, tylko będę trochę bardziej obserwatorem, nie ukrywam, że wypoczywającym.

 

Myślę, że jeszcze długo będzie Pan obserwatorem obserwowanym uważnie. Zastanawiałam się, wiem, że ma Pan słabość do wojska, jak żołnierze dzisiaj krzyknęli po raz ostatni, czołem, Panie Prezydencie, czy ścisnęło Pana za gardło?

 

Nigdy nie ukrywałem, że jakoś mam nie tylko słabość, ale i skłonność do wojska, zarówno ze względu na tradycję rodzinną, jak i fakt, że przez dwadzieścia sześć lat w jakiejś mierze funkcjonowałem w tym samym obszarze, razem z wojskiem, albo wprost w Ministerstwie Obrony Narodowej i to od roku ‘90 po dzień dzisiejszy. I pewnie te emocje zostaną. Ale to nie jest kwestia emocji, to jest kwestia głównie przekonania, że obszar bezpieczeństwa i obronności, ze względu na doświadczenie nie tylko historycznej natury, ale także wszystko to, co jest związane z położeniem geostrategicznym Polski, powinno owocować szczególnym zainteresowaniem obronnością i wojskiem, które zawsze wykazywałem i muszę Pani powiedzieć, że ja sobie liczę swoje zachowania w sprawach wojska od ‘90 roku po dzień dzisiejszy, nie tylko przez te pięć lat, gdy byłem Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, tylko gdy byłem ministrem, gdy byłem wiceministrem, przewodniczącym Sejmowej Komisji Obrony Narodowej. I tak patrzyłem ze wzruszeniem na szwadron, do którego powstania przyłożyłem w istotny sposób rękę, jako wspomnienie czasów, kiedy trzeba było przywracać Wojsku Polskiemu bogactwo jego tradycji narodowych, ale też myślałem z dumą o procesie unowocześniania sił zbrojnych, budowania armii jako elementu wiarygodności Państwa Polskiego, jako członka Sojuszu. I myślałem z satysfakcją, ale także i z troską, czy to będzie wszystko kontynuowane.

 

O taką troskę na najbliższą przyszłość spytam, Panie Prezydencie. Wie Pan, że miał Pan, może ma Pan nadal takie samo marzenie na początku kadencji Pan miał, jakie dziś ma Andrzej Duda. Marzył Pan o dialogu. Andrzej Duda też mówi, marzę o dialogu. Pisze zresztą Andrzej Duda do czytelników „Gazety Polskiej” i „Gazety Wyborczej” list, liczę na waszą pomoc w osłabianiu podziałów. Uda mu się? Bo na razie się nie udało. Polska jest skłócona. Pan w takich historycznie bardzo ważnych momentach, jak godzina W, ustępuje miejsca, czy czuje się zmuszony, by ustąpić miejsca buczącym, gwiżdżącym na Powązkach. Nie ma dialogu.

 

Wie Pani, ja uważam, że nie deklaracje tutaj decydują i nie wysyłane listy, tylko praktyka i to własna praktyka, własnej działalności politycznej. Aby móc ocenić, czy są to deklaracje składane z dobrą intencją i z prawdziwą intencją, z wolą jej wykonania.

 

Pytam, czy wierzy Pan w intencje Andrzeja Dudy.

 

Myślę, że pan Andrzej Duda musi potwierdzić swoje słowa, które się pisze, które się mówi, potwierdzić czynami. Dla mnie na przykład będzie sprawdzianem jego własne zachowanie, czy będzie zabiegał o to, aby być prezydentem nie tylko prawicy, nie tylko własnego ugrupowania politycznego. Czy znajdzie to odbicie na przykład w kształcie Kancelarii Prezydenta, czy będą tam ludzie z innych środowisk, czy tylko i wyłącznie z PiS-u albo z okolic Prawa i Sprawiedliwości? Więc chyba za wcześnie, aby cokolwiek oceniać, jest wystarczająca pora, aby powiedzieć, że oczywiście byłoby to dobre, gdyby prezydent Polski starał się te podziały zasypywać, ale nie da się ich zasypywać tylko i wyłącznie słowami. Dla mnie takim istotnym sprawdzianem również będzie to, czy będzie kontynuowana Rada Bezpieczeństwa Narodowego, która za mojej kadencji była z udziałem opozycji. Że Prawo i Sprawiedliwość nie chciało w tym uczestniczyć, to już inna kwestia, ale według mnie prezydent powinien starać się niektóre kwestie rozwiązywać w komunikacji ze wszystkimi ważnymi siłami politycznymi w kraju.

 

Trzy wielkie cele Andrzeja Dudy: pogodzić Polskę, obniżyć wiek emerytalny, poprawić sytuację najuboższych przez konkretną ustawę podniesienia kwoty wolnej od podatku. Od jutra prezydent Andrzej Duda, dziś prezydent elekt napisał: Staję gotowy do naprawy Rzeczypospolitej.

 

Coś tu, wie Pani, pobrzmiewa z tych teorii o zgliszczach i ruinach, z których trzeba odbudowywać Polskę, trzeba ją naprawiać w tej chwili.

 

Nawet, jeśli, Panie Prezydencie, nie ma ruiny, to do naprawy parę rzeczy jest?

 

Uważam, że należałoby taką retorykę już zostawić za sobą. To jest retoryka rodem z kampanii wyborczej. Prezydent urzędujący musi przedstawiać konkretny program działania, a nie go definiować, że to program naprawy, czy stagnacji, czy czegoś innego. Prezydent jest od tego, żeby wyznaczać Polsce strategiczne zadania, ale samemu starać się także je realizować. Program prezydencki zawsze musi być uwiarygadniany przez dokonania, a nie tylko przez deklaracje.

 

Bardzo konkretne, strategiczne, jak mówi Andrzej Duda, cele. Dwie ustawy w najbliższych miesiącach, o obniżeniu wieku emerytalnego i o podniesieniu kwoty wolnej od podatku tak, aby najmniej zarabiający Polacy w ogóle nie płacili podatku. Powiedział, że jeżeli tego bym nie spełnił, odszedłby ze stanowiska.

 

Wie Pani, ja nie chcę tutaj być recenzentem prezydenta, który dopiero obejmie urząd jutro. Ale chcę zauważyć, w moim przekonaniu chyba dobry kierunek zmiany –  już się nie obiecuje, że się cofnie wiek emerytalny do poprzedniego rozwiązania sprzed reformy, bo to jest niemożliwe, ale trzeba było tego nie obiecywać. Rozumiem, że tu już mówi się o zmianie.

 
O obniżeniu.
 

Ale już nie do tamtego poziomu, bo to jest niemożliwe, zarówno ze względów ekonomicznych - tyle że to było mówione w kampanii wyborczej, więc znaczna część ludzi będzie oczywiście oczekiwała wykonania w pełni obietnic wyborczych.

 

A może uzna, że to krok w dobrą stronę, nawet, jeżeli nieduży.

 

Zawsze uważałem i uważam, że nie należy obiecywać czegoś, czego się ma najmniejszej szansy zrealizować, ale to już będzie kwestia oceny Polaków.

 

Takie obietnice, Panie Prezydencie, Pan doskonale zna politykę, składają niemal wszystkie partie, niemal wszyscy w kampanii. Kolejny konkret.

 

Wie Pani, ja mogę powiedzieć, że ja nigdy nie złożyłem obietnic, których nie dotrzymałem. Wszystkie moje obietnice zostały zrealizowane i to jest możliwe. Należy składać obietnice ostrożnie. I odpowiedzialnie.

 

Ale pamiętam Pana orędzie, mówił Pan wtedy również ostrożnie o wieku emerytalnym, o tym, że Polacy powinni pracować dłużej, jeżeli będą chcieli.

 

Tak, i do tego dążyłem, ale to nie znaczy- przecież to nie jest moja ustawa zmieniająca system. To, że trzeba się zachowywać ostrożnie i stwarzać w maksymalnym stopniu możliwość wyboru zawsze mówiłem i do tego zawsze dążyłem. Dzięki temu w reformie emerytalnej był także na mój wniosek- mechanizm się znalazł i funkcjonuje emerytury częściowej. Inaczej by go nie było.

 

Chcę otworzyć debatę nad nową konstytucją, pisze i mówi Andrzej Duda. Nowa konstytucja.

 
Ambitne zadanie.
 
Potrzebne?
 

Ambitne zadanie, które oczywiście będzie do wykonania wtedy, jeżeli wyjaśni się skład przyszłego Parlamentu.

 

A jeżeli wyjaśni się w ten sposób, który jest przewidywany w tej chwili i całkiem realny, że Prawo i Sprawiedliwość zdobędzie większość konstytucyjną?

 

To wtedy wydaje mi się, że trzeba będzie pytać pana prezesa Prawa i Sprawiedliwości, w jaką stronę będzie chciał zmieniać tą konstytucję?

 
A jak Pan myśli, w jaką?
 

Ja nie jestem Prawem i Sprawiedliwością, więc to nie mnie pytać. Ja wiem jedno, że konstytucja obecna, ona się sprawdziła w trudnych momentach państwa. Oczywiście, są też także i jej słabości i można by je zmieniać, ale każda konstytucja, żeby mogła być fundamentem życia państwowego i społecznego, powinna być elementem uzgodnienia wewnętrznego, a nie dyktatu. Walor tej konstytucji, która dzisiaj obowiązuje, był taki, że została ona przyjęta przez bardzo zróżnicowaną w sensie partyjnym, zróżnicowany skład parlamentu. A nie przez jedną opcję, która na przykład zdobyła władzę. Więc inicjatorzy konstytucji musieli przekonać partie polityczne inne i opinię publiczną, że to jest optymalny kształt. Dzisiaj warto by zmieniać ten kształt konstytucji w niektórych punktach, ale według mnie nie warto tracić tej zasady, że to ma być uzgodnienie, a nie dyktat jednego środowiska.

 

Czyli Pan, Panie Prezydencie, nie bałby się zmiany konstytucji, tylko zmiany na konstytucję PiS-u?

 

Nie bałbym się zmian w konstytucji, ale obecnie obowiązującej, natomiast zmiana konstytucji na inną, dyktowaną potencjalnie przez jedno środowisko, zawsze będzie wywoływała obawy.

 

Jakim cudem, zastanawiam się od pewnego czasu, Pan, kiedyś prawe skrzydło Platformy, konserwa, tradycja, człowiek głęboko wierzący, kończy kadencję nazywany wrogiem Kościoła, któremu część biskupów odmawia dzisiaj prawa do komunii świętej? Jak to się stało?

 

Ja myślę, że tu nie ma niczego nowego, ja jestem przecież związany, zawsze byłem związany z ludźmi środka sceny politycznej, z Tadeuszem Mazowieckim, z Władysławem Bartoszewskim. Czuję się w jakiejś mierze wychowankiem politycznym Tadeusza Mazowieckiego, z nim przeszedłem ogromną większość drogi przez politykę polskiego państwa demokratycznego. W ramach tej polityki i tego poglądu na państwo mieści się również przekonanie o tym, że jest potrzebny rozdział państwa i Kościoła. Przyjazny rozdział, ale rozdział. Przyjazny, nie wrogi, ale rozdział. No i to powodowało i w ’89 i ’90 roku różne napięcia i pewnie powoduje do dziś. Jeżeli mnie atakuje, tak powiem, skrajna prawica i jeżeli nie jestem akceptowany przez skrajną lewicę, to Pani powiem, że to w porządku, to znaczy, że znaczy, że idę środkiem polskiej drogi, tak jak zawsze od ’89 roku.

 

A jeśli atakuje Pana Episkopat? I to oficjalnymi pismami, w których pisze, że co prawda nie ekskomunika, ale komunii Bronisław Komorowski po tak ciężkim grzechu, jak ustawa in vitro, przyjmować nie powinien?

 

Chyba Pani trochę przesadza, bo nigdzie takiego stanowiska Episkopatu nie było.

 

Jest konkretny list Rady Prawnej Episkopatu.

 

To jest wypowiedź konkretnej osoby, która to napisała, a nie ciała, nie Episkopatu. Proszę nie mieszać tego, bo o ile wiem, sprawa nigdy nie stała na zebraniu wszystkich biskupów, więc to by było lekkie nadużycie, tym niemniej jest to sygnał.

 

Pytam, na ile poważnie to dla Pana brzmi.

 

No, brzmi bardzo poważnie. Bo to jest pytanie nie tylko o relację Kościoła i wiernych o różnych poglądach politycznych, ale to jest pytanie także o relacje Kościół-państwo. Bo dotyczą te wypowiedzi urzędującego prezydenta. Więc jeszcze raz mogę powiedzieć, moim ideałem jest zawsze przyjazny rozdział Kościoła od państwa, ale zdecydowany rozdział. I nie należy tych porządków mieszać, bo zawsze na tym traci i państwo, i Kościół.

 

W całkiem niedawnym wywiadzie pani premier Ewa Kopacz powiedziała, że się obawia państwa wyznaniowego, państwa, w którym Kościół kształtuje prawo, a nie tylko sumienia. Obawiałby Pan się tego?

 

Mówiłem o tym w czasie kampanii wyborczej, że obawiam się takiej tendencji do budowania średniowiecznych rozwiązań, polegających na tym, że się właśnie miesza różne porządki i że zaczyna się ścigać za poglądy, za odmienne poglądy. Jest taka tendencja niepokojąca.

 

Średniowieczne rozwiązania. Czy grozi nam średniowieczna Polska?

 

Tym bardziej, że, wie Pani, nigdzie w Europie tego rodzaju sytuacja nie zaistniała. Wszystkie episkopaty się jakoś zupełnie inaczej zachowywały w kwestiach ustaw dotyczących tej samej kwestii, to znaczy stosowania in vitro jako metody.

 

Z czego to wynika w takim razie, że u wszystkich inaczej, a u nas tak?

 

To jest pytanie, oczywiście, i o skład personalny, i o jakieś tendencje. Według mnie, to jest jednak głównie problem niedobrych dwóch zjawisk, właśnie, które stoją na kontrze do zasady przyjaznego rozdziału, to znaczy jest taka tendencja do upolityczniania Kościoła i powiem, ureligijniania polityki jednocześnie. To jest niedobra tendencja, niebezpieczna, bo czym innym jest szacunek wzajemny, a czym innym właśnie mieszanie tych porządków. Niedobrze wróży każda tendencja do upolityczniania zachowań Kościoła czy nawet na poziomie, nie wiem, parafii, niekoniecznie na poziomie centralnym, ale źle to wróży, tak jak i polityka, która zaczyna się ureligijniać, jest polityką niedobrą.

 

Odebranie zwycięstwa PiS-owi wydaje się niemożliwe, mówi o jesiennych wyborach Aleksander Kwaśniewski. Zgadza się Pan, że niemożliwe albo trudne?

 

Na pewno trudne, ale według mnie bardzo wiele zależy zarówno od zachowań wyborców, jak i zachowań uczestników pewnej batalii politycznej. Ja patrzę z ogromnym szacunkiem na działania Ewy Kopacz, która w bardzo trudnej sytuacji przejęła odpowiedzialność za państwo, jakby na końcówce, w ostatnim roku przed wyborami.

 

Nie żałuje Pan dziś tego momentu, odejścia Donalda Tuska?

 

I patrzę na nią z ogromną nadzieją, bo uważam, że Polacy widzą w niej i determinację, i taką odwagę w podejmowaniu decyzji. Widzą jednak pewien element, jakby istotną, jest osobą wiarygodną w wielu swoich zachowaniach, więc ja bym nigdy nie powiedział, że coś jest rozstrzygnięte, bo demokracja ma to do siebie, że potrafi plątać różne i figle, ale potrafi również wyzwalać w ludziach wysoki poziom współodpowiedzialności.

 

Wyzwoliła w wielu ludziach, co pokazały wybory prezydenckie, ogromną chęć zmiany. Czy Pan dziś, z takiego półdystansu, może nawet dystansu do tego, co się wydarzyło w pierwszej i drugiej turze prezydenckiej, czy Pan dziś rozumie głównie młodych ludzi, którzy wielu bohaterom sceny politycznej, nawet jeżeli są bohaterami, chce powiedzieć dość, wam już dziękujemy, chcemy zmiany, zmiany pokolenia w polityce, zmiany partii w polityce, zmiany hasła, bo hasło wolność jest świetne, ale my urodziliśmy się w wolnym kraju? Nawet tak kompletnie, że tak powiem, kompletnie niesexy hasło politycznie hasło JOW-y przyciągnęło więcej ludzi, niż hasło fantastyczne i potężne: wolność. Rozumie Pan dziś tych ludzi i ich potrzebę zmiany?


Wie Pani, myślę, że tak jest co pokolenie. Każde pokolenie na nowo definiuje swoje oczekiwania, swoje nadzieje i swoje także pretensje do państwa. Więc tutaj nie ma chyba aż tak bardzo wiele- To trzeba zaakceptować, a nie tak bardzo rozważać. No, tak to po prostu jest, że przychodzą zmiany pokoleniowe i one pewnie się dokonują.

 

Ale jak ich porwać, a nie oddać?

 

Ale ja uważam, że I wierzę głęboko w to, że ludzie mają gdzieś w głębi ukryte nie tylko emocje, ale i rozsądek, racjonalność. I oczywiście, łatwiej jest zawsze grać na emocjach, a szczególnie łatwo jest grać na emocjach negatywnych, to jest bardzo proste. Natomiast trzeba sięgnąć do poczucia odpowiedzialności ludzi za własne życie, za własną rodzinę, za własną pracę, za własny dorobek.

 

To grając na emocjach pozytywnych, czym by pan porwał tych ludzi dziś, Panie Prezydencie?

 

I uważam, że partie, które nie chcą się odwoływać do negatywnych emocji, według mnie, powinny w sposób zdecydowany albo odwoływać się do pozytywnych emocji, to jednak duma z dokonań jest elementem pozytywnych emocji, ale oprócz tego, do racjonalności. To znaczy, pokazania, na przykład, nicości obietnic, z których się rakiem wycofuje miesiąc czy dwa miesiące po wyborach. To jest nicość, kompromitacja obietnic. Więc nie tędy droga prowadzi, przez licytację na obietnice.

 

To jest bardzo trudna recepta dla Platformy, Panie Prezydencie, bo się rakiem wycofała z bardzo wielu rzeczy i łatwo jej wypomnieć w tej chwili.

 
Każdemu politykowi jest łatwo to wypomnieć.
 

Zwłaszcza takiemu po ośmiu latach.

 

Tylko rozmawiamy, rozumiem, nie o technice politycznej, tylko o pewnej filozofii.

 

O takiej filozofii, która by Platformie dała większą szansę. Bo w tej chwili się mówi o niej „formacja schodząca”.

 

No więc chciałem to powiedzieć. Ja uważam, że Platformie jest do twarzy i zawsze było, z formułowaniem obietnic do zrealizowania. Obietnic, tak. To zrobimy, bo mamy na to pieniądze, na przykład. Takim rozwiązaniem było, może zbyt późno zgłoszone, te sto tysięcy miejsc pracy dla młodych ludzi. Bo to jest realne. Ja to zgłosiłem, bo to jest do zrobienia. To nie jest rozwalenie budżetu.

 

Ja to rozumiem, ale strasznie trudno będzie tym wygrać, kiedy przez osiem lat się tego nie robiło, a w tej chwili można usiać Polskę obietnicami, nawet konkretnymi ustawami. One już wypadają bardzo blado, bo niewiarygodnie po prostu.

 

Tak, wypada mi się zgodzić z Panią. Ale ja, jeszcze raz mówię, uważam, że trzeba uważać z rozdawaniem obietnic, bo ludzie w okresie kampanii wyborczej zresztą jedna piątą z tych obietnic w ogóle traktują poważnie.

 

Platforma, Pana była partia, ale, jak rozumiem, cały czas w sercu, bez Donalda Tuska, bez Bronisława Komorowskiego, bez Radosława Sikorskiego, bez Jacka Rostowskiego.

 
Bo to jest właśnie ta zmiana pokoleniowa.
 

Właśnie, to niech Pan wymieni, w takim razie, Panie Prezydencie, co jest jej siłą? Ja wymieniłam cztery potężne nazwiska. Czy ma Pan dziś cztery atuty Platformy?

 

Wycofałem się z życia partyjnego na poważnie, na serio, więc ja nie chcę występować tutaj w roli rzecznika Platformy Obywatelskiej.

 

Ale powiedział Pan w wywiadzie dla „Polityki”: „będę aktywny przed wyborami”.

 

Ale mogę Pani powiedzieć, że oczywiście można definiować aktorów jakby głównych sceny politycznej w Polsce wedle stopnia, powiedziałbym, i wiarygodności, ale także wedle stopnia bezpieczeństwa, które dają obywatelom, albo im zabierają. Uważam, że atutem wszystkich formacji centrowych, a ja do takich zaliczam Platformę, kiedyś zaliczałem Unię Wolności i inne środowiska, które są bezpiecznym wyborem, dlatego, że wszyscy wiedzą, że nie głosują na eksperymenty ustrojowe, społeczne, inne.

 

A może marzą teraz o eksperymencie?

 

No, to jest pytanie. Jedni marzą, inni się ich boją, trzeba się zdecydować, do kogo się chce odwołać. Uważam, że czas eksperymentów to był przełom lat 80. i 90. Dzisiaj jest potrzebny Polsce czas spokojnej pracy i nie wymyślania, nie odkrywania Ameryki na nowo, aczkolwiek to grozi, że wymyśla się jakieś nowe wersje ustrojowe, trzecią drogę. Jakieś odejście od modelu europejskiego, świata zachodniego.

 

Europa trochę szuka trzeciej drogi w tej chwili, patrząc na potężną falę bezrobocia, my mamy w Polsce potężną falę umów śmieciowych, jest poszukiwanie trzeciej drogi.

 

Tak, tylko uważam, że warto pamiętać, że politycy często mówią o trzeciej drodze, nawet wtedy, jeżeli wiedzą, że nikt jej nie wymyślił. Że tak na końcu jest zawsze albo wydawanie pieniędzy, których zabraknie, bo nie ma i gospodarka ich nie dostarczy, albo jest potrzeba prowadzenia racjonalnej polityki wedle realnie istniejących możliwości. Więc mamienie trzecią drogą jest, według mnie, niebezpieczne. I oczywiście partie skrajne najczęściej mówią, my zaproponujemy nowy ustrój, nowy zupełnie model państwa. A prędzej czy później kończy się na tym.

 

I jeśli Polacy tak zagłosują, muszą to przeżyć po prostu, Panie Prezydencie.

 

Warto pamiętać, że nigdzie eksperymenty tego typu nie dały pozytywnych efektów z punktu widzenia jakości życia obywateli.

 

Panie Prezydencie, ponieważ musimy kończyć, krótko zapytam, bo to jest krótkie, na tak i nie. Jak Pan zagłosuje w referendum w sprawie JOW-ów?

 

Ja zawsze byłem zwolennikiem Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.

 

Czyli na tak. A finansowanie partii z budżetu.

 

A wie Pani, dlaczego? Dlatego, że uważałem, że można wprowadzić, to był mój dalszy zamysł, wprowadzenie systemu mieszanego, tak jak jest w Niemczech, gdzie są okręgi, gdzie się wybiera posłów w systemie JOW-ów i w systemie dotychczasowym. I to się sprawdza, bo daje ludziom poczucie, że mają większy wpływ, a nie tylko partie polityczne, kto zostanie ich reprezentantem, ich posłem. Jeśli chodzi o finansowanie partii, to dokładnie tak samo uważam, że tutaj należało dokonać zmiany, zwiększającej wpływ obywateli na to, której partii dają swoje pieniądze.

 

Ale będzie Panie Prezydencie, mógł tylko tak lub nie.

 
No, ja jestem za zmianą, oczywiście, tego systemu.
 

Czyli finansowanie partii z budżetu nie?

 

Nie, nie, wie Pani, umówmy się co do jednego, że zmiana dopiero otwiera, zgoda na zmianę otwiera drogę do zbudowania nowego modelu.

 

Rozumiem, referendum jest początkiem.

 

Tak. I tak samo, ostatnie pytanie, dotyczące rozstrzygania wątpliwości w systemie podatkowym na rzecz podatnika.

 

Ono już jest na szczęście nieaktualne.

 

To jest bardzo aktualne, proszę Państwa, dlatego, że to jest szansa na pierwsze zwycięstwo idei referendum poprzez to, że dzisiaj w ustawę jest już wpisywana na szczęście zasada in dubio pro tributario, o którą toczyłem walkę przez naprawdę długi okres czasu. To jest pośrednie zwycięstwo referendum. Zachęcam do pójścia do referendum i głosowania.

 

To jest ostatni wywiad, Panie Prezydencie, ostatnie słowo. Jak by Pan chciał się pożegnać?

 

Pożegnać, to tak strasznie tak, powiem, smutno brzmi, jakbyśmy się mieli przestać widywać.

 

Możemy się jutro przywitać w innej roli.

 

Liczę, że będę komentatorem, będę komentował politykę. Nie wybieram się zupełnie na emeryturę polityczną. Tworzę instytut, tak jak w Polsce się przyjęło, instytut byłego Prezydenta RP.

 

I nie wraca Pan do polityki?

 

Który ma między innymi przygotowywać to, dawać mi szansę na dobre przygotowanie do rozsądnego komentowania tego, co się dzieje na scenie politycznej oraz pisania projektów politycznych dojrzałych, które mogłyby się Polsce przydać. Oczywiście, instytut będzie działał i w wymiarze międzynarodowym, nie tylko polsko-ukraińskim, ale innych krajów także.

 

Panie Prezydencie, muszę kończyć. Takie pożegnalne słowo byłoby, myślę, symboliczne.

 

Mogę powiedzieć tyle, proszę Państwa, serdecznie dziękuję za wiele, wiele lat, przez które szliśmy razem w przekonaniu, że Polsce służy i stabilizacja, i odpowiedzialność, i spokój. Życzę Państwu, aby przynajmniej ten trudny okres dało się w stopniu maksymalnie możliwym przeżyć spokojnie. Wszystkiego dobrego.

 

Pięknie dziękuję, Panie Prezydencie. Szerokiej drogi, którą, jak Pan mówi, lubi Pan iść środkiem tej szerokiej drogi.

 
Dziękuję bardzo.
 

Prezydent Bronisław Komorowski z Belwederu.

 

 

 

Serwis prezydent.pl używa plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie.