Menu rozwijane

02 sierpnia 2022

Panie Prezydencie, na ile niebezpieczna jest Rosja dla Polski i krajów bałtyckich? Jeden z pana poprzedników powiedział podczas wojny rosyjsko–gruzińskiej w 2008 roku: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze kraje bałtyckie, a może kiedyś i Polska”.

To, co powiedział wtedy Prezydent Lech Kaczyński w swoim przemówieniu w Tbilisi, wynikało z jego dogłębnej znajomości polityki i historii. Jak wygląda sytuacja dzisiaj? Dziś Ukraina broni Polski, Europy, w tym także Niemiec. Gdyby Ukraina, stawiając heroiczny opór, nie zdołała ostatecznie oprzeć się imperialnym planom Putina, Polska i kraje bałtyckie byłyby bezpośrednio zagrożone dalszym rozszerzeniem rosyjskiej strefy wpływów na Europę Środkową. Idee rosyjskie, o których mówimy, to zresztą nie tylko idee samego Władimira Putina; duża część społeczeństwa rosyjskiego jest nimi przesiąknięta, tam dziennikarze mówią o Rosji, która sięga aż do polskiego Kalisza. Są to idee wielkoruskie, które polegają na podporządkowaniu sobie innych narodów. Dzięki Ukrainie to zagrożenie jest obecnie powstrzymywane. Myślę jednak, że to niebezpieczeństwo stanie się niestety znowu aktualne w przyszłości.

Może Cię zainteresować Wywiad Prezydenta RP dla BBC NEWS Wywiad Prezydenta RP dla niemieckiego dziennika „Bild” Wywiad Prezydenta RP dla CNN The Wall Street Journal. Wywiad z Prezydentem [PL/EN]

Jak można temu zaradzić?

Jedyne, co można zrobić, to wzmocnić własne bezpieczeństwo. Tak, aby ewentualnemu napastnikowi nie opłacało się atakować. Ukraina pokazuje, co może osiągnąć dobrze wyposażony obrońca. Kolejnym problemem związanym z wojną jest nieuchronny brak węgla kamiennego na zimę, którego część do tej pory sprowadzono z Rosji, a który jest potrzebny milionom gospodarstw domowych w Polsce do ogrzewania. To jest dzisiaj największe zmartwienie polskiego rządu i rząd musi sobie z tym poradzić. Już do tej pory pokaźnym wzywaniem było dla nas pogodzenie celów klimatycznych UE i sprawiedliwej społecznie transformacji w naszym kraju. Od 1989 roku odnotowujemy dużą redukcję emisji CO2. Teraz jednak wojna przyniesie ze sobą kolejne komplikacje.

Warszawa zapowiedziała niedawno, że w średniej perspektywie czasowej nabędzie na własne potrzeby od Korei Południowej tysiąc czołgów oraz 48 samolotów bojowych. Czy te czołgi mają zapełnić lukę, której Niemcy nie wypełniły w trakcie oczekiwanego transferu i uzupełnienia broni pancernej?

Nie, ja to widzę inaczej. Polska dostarczyła Ukrainie 260 poradzieckich czołgów T–72. Nie z rezerw, ale bezpośrednio z wojska. Czołgów, które i tak trzeba by było wymienić na nowe. W każdym razie od jakiegoś czasu planowaliśmy zakup nowych czołgów. Teraz trzeba było przyspieszyć ten proces. Zaistniała pilna potrzeba uzupełnienia luk w siłach zbrojnych. Liczyliśmy więc na dowolną ilość niemieckich czołgów Leopard, nawet nie najnowszych. Teraz zamówiliśmy używane amerykańskie czołgi Abrams, a Korea Poludniowa złożyła ofertę szybkiej dostawy swoich czołgów K2. Są lżejsze od Leoparda, ale nowoczesne.

Może Cię zainteresować Wywiad z Prezydentem RP w „Gościu Wydarzeń” [CAŁOŚĆ] Prezydent RP „Gościem Wiadomości” TVP1 [CAŁOŚĆ] Wywiad z Prezydentem dla „Polski Times” TVN24. Wywiad z Prezydentem RP [CAŁOŚĆ]

Gdyby między Berlinem a Warszawą było więcej zaufania, nie doszłoby do publicznych sporów o wymianę i uzupełnianie uzbrojenia w zakresie broni pancernej. Ale stosunki od 1990 r. nigdy nie były gorsze. A ważni politycy w Polsce rozgrywają kartę antyniemiecką.

Panie redaktorze, postrzegam siebie jako osobę, która pragnie budować dobre relacje polsko–niemieckie. Podejmuję wysiłek zrozumienia Niemców, także dlatego, że wraz z moją żoną, germanistką, mamy wiele dobrych osobistych związków z Niemcami i wielki szacunek dla tego kraju. Myślę, że mam dobre relacje z Prezydentem Federalnym Frankiem–Walterem Steinmeierem. Nasze żony wspólnie zorganizowały teraz schronienie dla sierot z Ukrainy w specjalistycznym ośrodku w Koblencji (Christliches Jugenddorfwerk Deutschland) – jesteśmy za ten projekt niezmiernie wdzięczni. Jeśli chodzi o politykę: widzę siebie jako orędownika dobrych stosunków polsko–niemieckich tu w kraju. Ale mam głęboką pretensję pod adresem Niemiec, jeżeli chodzi o projekty pod nazwą Nord Stream w zakresie przesyłu gazu ziemnego. Zwłaszcza jako przyjaciel Niemiec. Jako ten, który przez lata w wielu rozmowach zwracał uwagę niemieckiej kanclerz na fakt, że te gazociągi będą szkodliwe dla Europy, a dla nas, Polaków – mordercze. Że są one kluczem do rosyjskiej dominacji na rynku europejskim. Wielu naszych sąsiadów postrzegało to w ten sam sposób.

Jaka była reakcja Angeli Merkel? Czy może kiedyś powiedziała: Powinniśmy być i bylibyśmy twardsi wobec Rosji, ale nie dałoby się tego obronić przed naszym społeczeństwem?

Kanclerz Merkel nigdy nic takiego nie powiedziała. Słyszeliśmy tylko, że Nord Stream to projekt czysto ekonomiczny, na który trudno wpłynąć. Argument, którego nigdy nie kupiłem. Potem przyszło porozumienie między Prezydentem Bidenem a Angelą Merkel w 2021 roku, dzięki któremu Waszyngton zrezygnował ze sprzeciwu wobec Nord Stream 2, a tego samego wieczoru Merkel zadzwoniła do Putina. Byłem oszołomiony. Należy to rozumieć jako akt nie tylko obojętności, ale wręcz wrogości wobec naszej części Europy.

Lider polskiej partii rządzącej PiS, Jarosław Kaczyński, coraz częściej zarzuca Niemcom, że nie uporały się ze swoją nazistowską przeszłością. Czy ma to coś wspólnego z wyborami parlamentarnymi w 2023 roku?

Niemcy nigdy nie zaprzeczały, jakie zbrodnie zostały popełnione w czasach nazizmu. To jest ważne z moralnego punktu widzenia. Nie na miejscu i niesprawiedliwe byłoby również stwierdzenie, że Niemcy nie uporały się ze zbrodniami nazistowskimi w zakresie prawa karnego. Ale były też takie przypadki, jak generał SS Heinz Reinefarth, który stłumił Powstanie Warszawskie i przez długi czas po wojnie piastował urząd burmistrza Syltu. Inna sprawa, że Niemcy nie zrekompensowały Polsce strat materialnych z czasów wojny. Kwestia ta nigdy nie została odpowiednio rozstrzygnięta. Takie jest przekonanie w naszym kraju.

Tymczasem w przypadku Polski trwa nadal spór w sprawie Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności po pandemii Covid (KPO). Bruksela nadal dopatruje się deficytu praworządności w Polsce, a unijne miliardy dla Waszego kraju są zagrożone.

Mamy tu do czynienia z polityczną rozgrywką ze strony polityków zasiadających w instytucjach europejskich. Dziś negatywnie nastawieni do naszego rządu są głównie politycy z kręgów lewicowych aż po liberalne. Sztucznie wykreowali spór o praworządność. Konstrukcja systemu sądowniczego nie jest częścią traktatów europejskich, to wewnętrzna sprawa państw członkowskich. Mówiąc wprost: Ci politycy nie godzą się z tym, że Polacy wybrali taki a nie inny rząd.

Bruksela nie chce innego rządu, Bruksela chce innych, lepszych sądów. Ale reforma sądownictwa w wydaniu PiS nie poprawiła sprawności sądów, długiego czasu trwania postępowań, chociaż powinna była. Przyznał to nawet premier Mateusz Morawiecki.

Czy może Pan wymienić mi jedną reformę w ciągu ostatnich 20 lat, która uczyniła system sprawiedliwości bardziej sprawnym? Wiele rządów próbowało to zrobić, żadnemu się nie udało. Myślę, że w sądownictwie zachodzi teraz wiele pozytywnych zmian. Na przykład, że sędziowie, którzy sami dopuścili się kradzieży albo gwałtu, a były takie zdarzenia, mogą być lepiej rozliczani. Tacy sędziowie muszą podlegać dyscyplinowaniu, aby ludzie wiedzieli, że nie są oni świętymi krowami. Wtedy ludzie będą bardziej ufać wymiarowi sprawiedliwości.

W polskim społeczeństwie rośnie tolerancja wobec osób LGBT. Kiedyś powiedział Pan, że wyobraża sobie podpisanie ustawy o związkach partnerskich osób tej samej płci. Czy sam również byłby Pan gotów zgłosić taką inicjatywę ustawodawczą?

Nie, nie zamierzam tego robić. Myślę, że sytuacja w Polsce jest pod tym względem dobra. Nie widzę żadnego problemu. Istnieje tolerancja wobec osób o innej orientacji seksualnej. Żyją w swoich związkach i to jest ich prywatna sprawa.

Załóżmy, że rządząca Polską prawica przegrywa wybory parlamentarne w 2023 roku. Ich zwolennicy nie uznają wyborów i oblegają parlament. Jak by Pan zareagował?

Zgodnie z Konstytucją Prezydent jest „gwarantem ciągłości władzy państwowej”. Traktuję ten mój obowiązek niezmiernie poważnie. Ciągłość władzy państwowej obejmuje również zachowanie porządku demokratycznego w odniesieniu do zmiany władzy po wyborach. Do tego istnieją instytucje, które kontrolują, czy w procesie wyborczym przestrzegane były zasady, a także kontrolują mnie jako prezydenta. W Polsce ulica nie zdecyduje o tym, kto wygra wybory.