Poniedziałek, 21 października 2019

Prezydent: Mój cel to podnoszenie jakości życia Polaków

„Polska The Times”: Obóz władzy wyszedł jednoznacznie zwycięsko z tych wyborów, czy też całościowe wyniki zwiastują kłopoty?

 

Andrzej Duda: Zwycięzca tych wyborów jest jeden, od 1989 roku żadna partia, żaden obóz polityczny nie uzyskał tak wysokiego poparcia w wyborach jak Zjednoczona Prawica. PiS po czterech latach rządów, zrealizowaniu wyborczych obietnic, uzyskał znowu samodzielną większość. Sukces jest bezdyskusyjny.

 

Ale partia Jarosława Kaczyńskiego traci Senat, wyrasta mu w Sejmie konkurencja po prawej stronie. Wraca prawdziwa polityka do parlamentu?

 

To nie jest tak: PiS ma wciąż największą liczbę mandatów w Senacie.

 

Donald Tusk mówi do Jarosława Kaczyńskiego: Przegrałeś, chłopie, w Senacie.

 

Ten, kto przegrywa wybory, mówi różne rzeczy, żeby zrzucić z siebie to obciążenie. Prawda jest taka, że przegrała je Koalicja Obywatelska. Do parlamentu obok niej weszły też inne ugrupowania. Jest Lewica, która moim zdaniem będzie działała bardziej konstruktywnie niż robiła to Platforma Obywatelska w tej kończącej się kadencji. Z drugiej strony mamy Konfederację, byt polityczny zupełnie nowy w parlamencie. Jak ten parlament będzie funkcjonował w praktyce? Zobaczymy. Pewne jest, że mamy dziś tam zdecydowanie szersze spektrum reprezentacji naszego społeczeństwa. I to jest dobra informacja. Parlament będzie bardziej przejrzysty. To, że mamy dziś w Sejmie Lewicę, porządkuje naszą scenę polityczną. Do tej pory to Platforma raz odgrywała rolę lewicy, kiedy indziej centrum bądź prawicy, dziś będzie jej trudniej i wszystko stanie się bardziej klarowne.

 

Obecny obóz władzy nie będzie miał trudniej przy tym układzie sił? Nie skończy się czas, w którym może swobodnie przeforsować wszystko?

 

Trzeba sobie uświadomić fakty: w poprzednich wyborach tak naprawdę zbieg okoliczności, polegający na tym, że lewica nie przeszła progu wyborczego, sprawił, że PiS miało większość w parlamencie. Eksperci wskazują, że przy podziale mandatów metodą d'Hondta gwarancję uzyskania większości zdobywa się faktycznie powyżej 45 proc. głosów. Patrząc w ten sposób, można powiedzieć, że i tym razem wyniki wyborów ułożyły się dla PiS szczęśliwie. Ludzie poszli do tych wyborów gremialnie, z czego bardzo się cieszę. To pokazuje bowiem, że opowieści o kryzysie demokracji w Polsce nie mają żadnego związku z rzeczywistością. Wręcz przeciwnie. Rekordowa frekwencja jest dowodem na to, że demokracja w Polsce ma się doskonale. Mamy dziś w Sejmie i Koalicję Obywatelską, i Lewicę, i Konfederację. Cieszę się, że więcej wyborców może dziś powiedzieć: tak, mam swoją reprezentację w parlamencie, mam swoich przedstawicieli.

 

Jednak w wystąpieniu powyborczym prezesa Kaczyńskiego było słychać rozczarowanie. Może obóz władzy powinien dokonać jakiejś korekty swojej polityki, choćby wobec opozycji?

 

Nie jest moją rolą, żeby doradzać obozowi władzy, jak ma prowadzić politykę. Kwintesencją jest realizacja zobowiązań, jakie się podjęło wobec wyborców. I zakładam, że wszystkim siłom politycznym w parlamencie przyświeca jedno zobowiązanie: budowanie jak najlepiej funkcjonującego państwa. Można mieć oczywiście różne wizje tego państwa, ale jednak wszystkim powinno chodzić o to samo: żeby Polska trwała, żebyśmy byli społeczeństwem jak najzamożniejszym.

 

Czy widzi Pan prezydent w związku z tym potrzebę apelu do obozu władzy o większą koncyliacyjność?

 

Apeluję do wszystkich sił parlamentarnych, by były bardziej skore do współpracy. Niestety bowiem, czasem odnoszę wrażenie, że dla niektórych ważniejszy jest międzypartyjny spór niż troska o polskie sprawy. Sama opozycja nazywała siebie opozycją totalną, czyli zdefiniowała się jako taką opozycję, która kontestuje wszystko, co robią rządzący. Nie tędy droga. Różnie może oceniać działania rządu, ale wsparcie polskich rodzin, uszczelnienie systemu podatkowego to przecież były ewidentnie elementy propaństwowe. Z drugiej strony, uważam, że rzeczywiście większość parlamentarna powinna być bardziej otwarta na dyskusję o projektach przedstawianych przez opozycję. Na tym właśnie powinna polegać konstruktywna współpraca.

 

Nie obawia się Pan rozpalenia sporów światopoglądowych wraz z powrotem Lewicy do Sejmu?

 

A nie było tych sporów wcześniej? Dziś przynajmniej jest szansa, że spory będą się mogły toczyć według parlamentarnych reguł. Niestety, zawsze znajdują się tacy, którzy chcą robić politykę na emocjach, rozpalać spory światopoglądowe. Niezależnie od układu sił politycznych w Sejmie.

 

Były premier Donald Tusk, komentując wyniki wyborów, stwierdził, że pokazują one, że „nadchodzące wybory prezydenckie będą absolutnie strategiczną sprawą". Podziela Pan to spojrzenie?

 

To prawda, choć z innych powodów. Uważam, że realizacja obietnic jest podstawowym zadaniem każdej demokratycznie wybranej władzy. Mój program, z którym wygrałem prezydenckie wybory, jest zbieżny z celami rządu Prawa i Sprawiedliwości. Razem je zrealizowaliśmy. Podpis prezydenta pod takimi ustawami, jak np. te obniżające wiek emerytalny, czy wprowadzające program 500 plus, był oczywisty. Jeśli zmiany w Polsce mają być dalej realizowane, jeżeli realizowane mają być nowe zobowiązania PiS, które ja uważam za korzystne społecznie, to bardzo ważne jest sprawowanie urzędu przez takiego prezydenta, który chce je realizować. Jeżeli społeczeństwo chce tych zmian, programu, który uwzględnia wszystkie społeczne potrzeby, to oczywiście wybory prezydenckie mają wielkie znaczenie.

 

I rozumiemy, że przesądzone jest, iż podejmie Pan tę walkę?

 

Jestem względnie młodym człowiekiem i nie wybieram się jeszcze na emeryturę.

 

Zatem można powiedzieć, że wynik wyborów prezydenckich to być albo nie być dla „dobrej zmiany"?

 

Zależy od tego, co rozumiemy przez „dobrą zmianę". Jeżeli chodzi nam o obóz polityczny, to jak pokazały wyniki wyborów, w parlamencie wciąż będzie miał on większość. Ale jeżeli chodzi nam o zmiany, których celem jest sprawne państwo i podniesienie zamożności Polaków to kluczowe znaczenie będzie mieć to, kto sprawuje urząd prezydenta.

 

Po stronie opozycyjnej ruszyło wyłanianie pana kontrkandydata. Pojawia się coraz częściej nazwisko ewentualnej kontrkandydatki, pani marszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Obserwuje Pan prezydent z napięciem te ruchy?

 

Spokojnie się przyglądam. Każde ugrupowanie musi podjąć decyzję we własnym zakresie. Każde ugrupowanie będzie podejmować decyzje, biorąc pod uwagę swoje interesy.

 

Rywalizacja z kobietą byłaby inna?

 

Nie sądzę.

 

Nie obawiałby się Pan stanięcia do walki z Donaldem Tuskiem?

 

Ktoś, kto się czegokolwiek czy kogokolwiek boi, nie może być Prezydentem RP.

 

Widzi Pan prezydent potrzebę poważniejszych zmian w rządzie PiS? Potrzebny jest nowy premier?

 

Rząd działał dobrze. Wszyscy to zresztą widzą. Gospodarka jest prowadzona tak, że możemy realizować programy społeczne, które wielu nie mieściły się w głowie jeszcze nie tak dawno. Pamiętajmy, że wyśmiewano nasze zapowiedzi programu 500 plus, dowodząc, że jest on nie do zrealizowania. Tymczasem program nie tylko zafunkcjonował, ale został poszerzony.

 

Dostrzega Pan drżenia w obozie władzy związane z walkami frakcyjnymi, np. to, co się dzieje na linii Jarosław Kaczyński – Zbigniew Ziobro? Widzi Pan Prezydent, znając dobrze ten obóz, jakieś zagrożenia z tym związane?

 

O takie sprawy to już proszę pytać Jarosława Kaczyńskiego. Zjednoczona Prawica liczy dziś 235 posłów, z których każdy ma swoje ambicje i plany polityczne. To normalne. To wszystko trzeba pogodzić. Muszą sobie to poukładać.

 

A jak Pan Prezydent patrzy na sprawę poważnych zarzutów pod adresem szefa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia?

 

Ta sprawa musi być szczegółowo wyjaśniona. To pewne. To jest zbyt poważna instytucja, żeby cokolwiek tu zlekceważyć. Odpowiednie służby muszą zrobić w tej sprawie wszystko. No mercy. Nie ma litości.

 

A nie niepokoi Pana Prezydenta, że szef NIK powrócił do pełnienia funkcji, mimo że sprawa nie została ostatecznie wyjaśniona?

 

Oczywiście. Bardzo mnie to niepokoi. W naszym systemie prawnym istnieje domniemanie niewinności, ale z uwagi na dobro państwa instytucja tak ważna jak Najwyższa Izba Kontroli musi się cieszyć nieskazitelną opinią. Nie ma wątpliwości, że jeśli którykolwiek zarzut z przedstawianych w mediach, okaże się prawdziwy, to Marian Banaś musi odejść.

 

A nie jest Pan zawiedziony, że odpowiednie służby nie sygnalizowały wcześniej żadnych problemów wokół tej osoby? Można odnieść wrażenie, że zwyczajnie nie został dobrze prześwietlony?

 

Tak, jestem tym zdziwiony. Przyznam, że wydawało mi się, że jest to kandydat dobrze zbadany. Tym bardziej, że Marian Banaś w poprzednim rządzie PiS był wiceministrem finansów. Wielokrotnie spotykałem go przy różnych okazjach, w Krakowie. I nigdy nie dochodziły żadne sygnały, że może być z nim związana jakakolwiek negatywna historia. Przeciwnie, zawsze Marianowi Banasiowi towarzyszyła opinia człowieka krystalicznie uczciwego.

 

Wracając już do obszaru działań prezydenta, jak ocenia Pan naszą sytuację międzynarodową? Dostrzega Pan tu jakieś problemy, nowe wyzwania?

 

Po pierwsze wynik wyborów to wzmocnienie rządu na arenie międzynarodowej, potrzebne do dalszego prowadzenia skutecznej polityki. Dziś sytuacja jest bardzo dobra. Polski kandydat Janusz Wojciechowski zostaje właśnie komisarzem europejskim ds. rolnictwa. To bardzo ważna teka, bo rolnictwo to wyjątkowo ważny europejskiej segment gospodarki. Trójmorze to nasz wielki sukces. Współpraca państw Europy Środkowo-Wschodniej nabiera tempa. Utworzyliśmy właśnie fundusz Trójmorza, Amerykanie są zainteresowani współpracą w ramach tej inicjatywy. Kolejny element składający się na nasz dobry obraz na arenie międzynarodowej to Rada Bezpieczeństwa ONZ. Mocno zaznaczyliśmy nasze stanowisko, podejmując szereg inicjatyw. Wracamy do udziału w pokojowych misjach ONZ. Jesteśmy ważnym członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. W Polsce wreszcie obecne są jednostki wojskowe państw sojuszniczych, przede wszystkim Amerykanie, dziś 4,5 tys. żołnierzy, wkrótce ta liczba się zwiększy, bo podpisałem porozumienie z prezydentem Donaldem Trumpem. Rozbudowywany gazoport w Świnoujściu i budowany gazociąg z szelfu norweskiego zwiększa bezpieczeństwo energetyczne Polski i jej sąsiadów. Tych naszych działań na arenie międzynarodowej jest wiele. Wiele rzeczy uzyskaliśmy, kolejne cele przed nami.

 

A nie jest Pan Prezydent zaniepokojony postawą Amerykanów wobec Kurdów?

 

Jestem, bo zawsze niepokoi mnie każda sytuacją, która grozi niebezpieczeństwem destabilizacji.

 

A nie za mocno, w tym kontekście, wierzymy w sojusz z Amerykanami? Ten przykład bliskowschodni pokazuje, że polityka USA, Donalda Trumpa, jest chwiejna i nie zawsze do końca lojalna wobec sojuszników.

 

Jesteśmy członkiem Paktu Północnoatlantyckiego, chroni nas artykuł piąty. To zatem zupełnie inna sytuacja.

 

A nasze napięte relacje z Unią Europejską? Czy wynik wyborów, zdaniem Pana Prezydenta, coś w tych relacjach zmieni?

 

Z całą pewnością. Obóz polityczny, który po raz drugi z rzędu sprawuje rządy, ma silniejszą pozycję również na arenie międzynarodowej. Wszyscy wiedzą już bowiem, że polityka, którą realizuje ten rząd, czy im się ona podoba, czy nie, jest kontynuowana z woli obywateli. Sądzę, że Komisja Europejska też to zrozumie, weźmie pod uwagę, że ci sami ludzie, którzy byli krytykowani przez tę Komisję, są popierani przez większość Polaków.

 

To na czym Pan Prezydent będzie się koncentrował na tej ostatniej prostej prezydentury, która naturalnie wkrótce przejdzie w kolejną kampanię wyborczą?

 

Będę robił to, co do tej pory. Dla mnie sensem polityki jest działanie na rzecz ludzi. Będę kontynuował swoje spotkania z Polakami w całej Polsce. Chcę, by każdy mieszkaniec Polski mógł powiedzieć, że w jego powiecie był Prezydent RP. To są bardzo owocne spotkania, które dają mi realną wiedzą o problemach ludzi. I nierzadko okazuje się, że można te problemy rozwiązać. Pomysł trzynastej emerytury to efekt właśnie z takich spotkań. O tych oczekiwaniach rozmawiałem z premierem i z Jarosławem Kaczyńskim. Teraz koncentrujemy się na ustawie o centrach usług społecznych, które moim zdaniem, w znaczący sposób mogą usprawnić życie w lokalnych społecznościach. Realizujemy także konferencje dotyczące przyszłości jakości życia na obszarze wiejskim. Generalnie mam jeden cel: podnoszenie jakości życia Polaków, dlatego też zamierzam wspierać wszystkie kolejne działania obozu rządzącego, zmierzające w tym kierunku.

 

Wracając do Pana obietnic z poprzedniej kampanii, czy w kontekście rozstrzygnięcia TSUE, uważa Pan, że nowy parlament powinien przyjąć jakąś ustawę kompromisową z bankami w sprawie frankowiczów? Czy sam Pan Prezydent wyjdzie jeszcze z jakąś inicjatywą?

 

Przygotowałem dwa projekty, by tym ludziom pomóc. O oba była ciężka walka w parlamencie. Okazało się, że nie było możliwości, żeby przeszedł projekt radykalny, ponieważ, jak twierdzono, zagraża to stabilności systemu finansowego i bankowego w Polsce. Ani rząd, ani parlament się na to nie zgadzały. Są prawnicy, którzy ostrzegają, że jakiekolwiek państwowe regulacje nakładające obowiązki w tym zakresie na banki, będą natychmiast skutecznie skarżone we wszystkich możliwych instancjach. Lepsza jest wobec tego sytuacja, w której następuje orzeczenie sądu, które jest wykonywane przez bank i państwo polskie nie ponosi za to odpowiedzialności. I myślę, że raczej tą drogą pójdzie w tym temacie rząd. Orzeczenie TSUE jest natomiast korzystne dla kredytobiorców. Moja ustawa, która ostatecznie została przyjęta w polskim Sejmie, pomaga wszystkim osobom, które zaciągnęły kredyty i są w związku z tym w trudnej sytuacji.

 

Rozmawiali: Anna Wojciechowska i Paweł Siennicki.

Wywiad został opublikowany na łamach „Polska The Times” 21 października 2019 r.

 

 

Serwis prezydent.pl używa plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie.